Ekwiwalentność transakcji a ryzyko bezskuteczności
Dlaczego ekwiwalentność nie jest tarczą
Funkcjonuje przekonanie, dość intuicyjne i nie bez podstaw, że nabycie składnika majątkowego za pełną cenę rynkową eliminuje ryzyko pauliańskie. Logika jest prosta: bilans dłużnika się nie zmienia. Wychodzi nieruchomość, wchodzi gotówka. Aktywa pozostają na tym samym poziomie, pasywa stoją w miejscu. Pod testem bilansowym sformułowanym w uchwale SN III CZP 9/24 (pokrzywdzenie, ujmując w dużym skrócie – występuje wtedy, gdy czynność doprowadza do powstania nadwyżki „pasywów” nad „aktywami”, lub pogłębia tę dysproporcję) nie dochodzi do pogorszenia sytuacji majątkowej, bo czynność ekwiwalentna nie zmienia relacji pasywów do aktywów.
I to jest prawda. W momencie transakcji.
Problem w tym, że Sąd Najwyższy nie ogranicza analizy do momentu transakcji. Patrzy na dalsze losy ekwiwalentu. I tu zaczynają się schody.
Aktywa twarde i miękkie – rozróżnienie niewidoczne dla bilansu
Z perspektywy egzekucji, nieruchomość jest aktywem „twardym”. Figuruje w księdze wieczystej, nie da się jej ukryć ani przenieść jednym kliknięciem. Komornik ją znajdzie, zajmie, zlicytuje. Dla wierzyciela to względna pewność zaspokojenia.
Gotówka na rachunku bankowym jest aktywem „miękkim”. Jeden przelew – i jej nie ma. Transfer do spółki powiązanej, wypłata, rozproszenie w drobnych transakcjach, „reinwestycja” w aktywa trudne do zajęcia i wierzyciel zostaje z niczym.
Czynność ekwiwalentna dokonuje więc czegoś, czego suche zestawienie bilansowe nie rejestruje: konwersji aktywów twardych na miękkie, a formalnie majątek dłużnika nie maleje. Realnie – zmienia się jego dostępność dla wierzycieli. I wydaje się, że to właśnie jest punkt, w którym SN mówi: ekwiwalentność nie chroni, jeśli ekwiwalent „się rozejdzie”.
Co mówi na ten temat Sąd Najwyższy?
Kluczowy jest tu wyrok SN z 19.06.2024 r., II CSKP 1761/22, w którym SN stwierdza wprost: „W wyniku dokonania czynności ekwiwalentnej aktywo wychodzące z majątku dłużnika zastępowane jest równowartościowym aktywem, co w modelowej sytuacji nie powinno mieć znaczenia dla wypłacalności dłużnika”. Ale dalej dodaje, że „najwięcej kontrowersji budzi sytuacja, w której dłużnik otrzymuje świadczenie wzajemne (np. gotówkę), które następnie rozdysponowuje w taki sposób, że wierzyciele nie mają do niego dostępu”.
I rozstrzyga: „możliwe jest skuteczne zaskarżenie skargą pauliańską czynności ekwiwalentnej, nawet jeżeli tylko pośrednio w jej wyniku dłużnik staje się niewypłacalny. Obejmuje to więc również sytuacje, w których dopiero w rezultacie kolejnej czynności dłużnik wyzbywa się otrzymanego ekwiwalentu”.
Istotne jest przy tym, że SN nie ogranicza się do jakiejś konkretnej formy „rozejścia się” ekwiwalentu – nie musi to być spektakularna darowizna na rzecz żony czy transfer offshore. Natomiast wystarczy, że gotówka przestaje być dostępna dla wierzycieli, w jakikolwiek sposób, czyli wydana na bieżącą konsumpcję, rozproszona, ukryta, skonsumowana przez inne zobowiązania. To właśnie ten brak dostępności – nie forma rozporządzenia – konstytuuje pokrzywdzenie.
Przesłanka subiektywna – co właściwie musi wiedzieć nabywca
Ten sam wyrok wprowadza istotne ograniczenie: „Istotnym ograniczeniem w odniesieniu do czynności ekwiwalentnej jest […] konieczność spełnienia przesłanek subiektywnych ochrony pauliańskiej w postaci działania dłużnika ze świadomością pokrzywdzenia wierzycieli oraz wiedzy lub możliwości dowiedzenia się o tym po stronie osoby trzeciej”. SN dodaje, że dłużnik już w chwili dokonania czynności ekwiwalentnej musi mieć zamiar wyzbycia się ekwiwalentu, a osoba trzecia (nabywca) musi o tym wiedzieć lub móc się dowiedzieć.
Wydaje się zatem, że SN nie wymaga od nabywcy znajomości planu w szczegółach. Chodzi raczej o powinność przewidzenia – rozsądna osoba w sytuacji nabywcy, znając trudności finansowe sprzedającego, powinna się była zastanowić, co stanie się z ceną po jej zapłacie. Im gęstsze sygnały ostrzegawcze (zajęcia komornicze, powiązania personalne, pośpiech transakcji), tym łatwiej sądowi powiedzieć: „powinieneś był wiedzieć”.
Sygnały ostrzegawcze
Ryzyko pauliańskie po stronie nabywcy narasta proporcjonalnie do liczby okoliczności wskazujących na fraudacyjny charakter transakcji.
Nabycie mieszkania od osoby przeprowadzającej się do innego miasta, prowadzącej normalną działalność, z ceną odpowiadającą wartości rynkowej, nawet jeśli sprzedający ma jakieś zobowiązania. To transakcja, przy której trudno konstruować zarzut powinności przewidzenia. Czynność życiowa, normalny obrót, ryzyko znikome.
Nabycie zorganizowanej części przedsiębiorstwa od spółki z zajęciami komorniczymi, przy powiązaniach personalnych między stronami, w pośpiechu, bez jakiegokolwiek mechanizmu zabezpieczającego przeznaczenie ceny to już inna kategoria. W takich okolicznościach argument „nie mogłem przewidzieć” staje się trudny do utrzymania.
Przypadek szczególny
Warto wspomnieć o jednym scenariuszu szczególnym. Jeśli dłużnik nie tyle „rozproszył” ekwiwalent, co przekazał go wprost osobie trzeciej (np. darował gotówkę komuś bliskiemu), to wierzyciel może rozważyć zaskarżenie tej dalszej czynności zamiast (lub obok) czynności ekwiwalentnej. Pozwanie obdarowanego ma tę zaletę, że przy czynności nieodpłatnej art. 528 k.c. wyłącza konieczność wykazywania przesłanki subiektywnej po stronie osoby trzeciej. To prostsza ścieżka, o ile istnieje identyfikowalny beneficjent rozporządzenia.
Ale to jest scenariusz szczególny. Bazowy problem i ryzyko dla nabywcy dotyczy sytuacji, w której ekwiwalent po prostu przestał istnieć w dostępnej formie w majątku dłużnika. Nie ma jednego obdarowanego do pozwania. Jest tylko nabywca, który ma w ręku „twarde aktywo” kiedyś należące do dłużnika – i wierzyciel, który nie może się z niczego innego zaspokoić.
Minimalizacja ryzyka
Jeśli nabywca ma świadomość trudności finansowych po stronie sprzedającego, lub powinien ją mieć – wydaje się sensowne rozważenie takiej struktury transakcji, w której ekwiwalent nie trafia do swobodnej dyspozycji dłużnika. Rachunek escrow ze spłatą bezpośrednio na zidentyfikowanych wierzycieli. Potrącenie ceny o zadłużenie hipoteczne. Zapłata bezpośrednio na rachunek organu egzekucyjnego.
Te mechanizmy zamykają łańcuch przyczynowy: gotówka nigdy nie wchodzi do „wolnego obiegu” w majątku dłużnika, nie ma jak się rozejść, a w orzecznictwie przyjmuje się, że „nie dochodzi do pokrzywdzenia wierzyciela, jeżeli uzyskany przez dłużnika ekwiwalent znajduje się nadal w jego majątku lub został wykorzystany do zaspokojenia wierzycieli”.
Dokumentowanie due diligence (sprawdzenie KRD, BIG, KW, oświadczenia sprzedającego o wypłacalności) – to z kolei materiał na obronę przesłanki subiektywnej. Pokazuje, że nabywca nie działał z zamkniętymi oczami i przy ocenie należytej staranności z art. 527 § 1 k.c. wydaje się nie bez znaczenia.
Podejście jeszcze bardziej rygorystyczne
Nie jest w pełni jasne, jak daleko SN pójdzie z testem subiektywnym przy czynnościach ekwiwalentnych. Można wyobrazić sobie linię orzeczniczą, w której sama wiedza o niewypłacalności dłużnika + nabycie za ekwiwalent wystarczy, w oparciu o rozumowanie, że nabywca powinien był wiedzieć, iż dłużnik w takiej sytuacji finansowej nie zachowa gotówki dla wierzycieli. Byłby to test surowszy niż obecny i nie jest wykluczony.
Podobnie nie jest do końca rozstrzygnięte, jak traktować sytuację, w której nabywca sam jest „osobą bliską” dłużnika lub pozostaje z nim w stałych stosunkach gospodarczych, bo wtedy wchodzą domniemania z art. 527 § 3 i 4 k.c., a te mogą okazać się wystarczające do „przebicia” obrony ekwiwalentnością.
Na dziś wydaje się, że system chroni nabywcę działającego w dobrej wierze, który zapłacił pełną cenę rynkową, ale dobra wiara nie jest stanem biernym – to coś, co w procesie trzeba aktywnie wykazać. I im więcej czerwonych flag otacza transakcję, tym trudniejsze staje się to zadanie.



